Ojej,
prawie 2 w nocy...dzisiaj mieliśmy rozmowy z naszym pracodawcą...hmmm, nic z tego nie wynikło i w ogóle bez sensu - mimo wcześniej wyrażonego przez innych uczestników sprzeciwu, zaproponowano nam marne warunki...;/ Nie wiem - czy oni naprawdę myślą, że zostaniemy w programie, że naprawdę aż tak nam na nim zależy? Przecież mogę od zaraz jako opiekunka zarabiać 2tyś. euro i godnie żyć! A tutaj, po pierwszym tygodniu przekonałam się, że 2 tyś. CHF to marna pensja, minimalna...ekstremalnie minimalna. Zwłaszcza, że za to trzeba będzie opłacić wynajem mieszkania! Wniosek z tego taki, że na 98% żegnam się z nimi i próbuję swoich sił w innym zakątku niemieckojęzycznej Europy:)
Nastrój mam nadzwyczaj dobry, aż sama się dziwię;P Wiem, że mogę liczyć na wsparcie Rodziców przy ewentualnej spłacie programu (ok. 20tyś. zł.), i to mnie ratuje.
Zamierzam początkowo pracować jako opiekunka, 2tys. euro daje możliwość egzystencji w Austrii, zwłaszcza, że ma się gdzie mieszkać:) ...i certyfikat b2 daje mi takie możliwości!
Hmm, nie wydaje mi się, że po niedzieli wyskoczą z super propozycją, która zadowoli wszystkich....Jutro rano, hmmm, a właściwie to już dzisiaj wybieramy się na spacer po okolicznych górkach a wieczorem na Luzerner Fest...podobno spora impreza. Trzeba korzystać, póki jest okazja:)
W ogóle jestem mega pozytywnie zaskoczona szkołą, w której się uczymy - niby wyrównujemy różnice programowe. Różnic właściwie brak, albo są małe...chodzi mi raczej o słownictwo, które nie stanowi wielkiego problemu:) Mieliśmy zajęcia z zakresu socjologii, psychologii, prawa - kein Problem:) Nauczyciele świetnie przygotowani, zajęcia ciekawe i nie nużące. Zupełnie inaczej niż u nas na studiach.
Szkoda tylko, że "nowa" wersja programu rozczarowała mnie na tyle..., że zamierzam ją skończyć...mam wciąż nadzieję, że "coś" prędko ulegnie zmianie i zostanę - bo bardzo mi się podoba. Okolica przeCUDNA, ludzie uporządkowani, spokojni - ja sama jestem raczej spokojna i nie okazuję uczuć, co mi odpowiada;) Nie wyobrażam sobie jednak zostać tutaj bez moich kochanych koleżanek, które dzięki programowi poznałam...tak więc pójdę za głosem rozsądku:)
Pozdrawiam!
K.
sobota, 29 czerwca 2013
piątek, 14 czerwca 2013
Wracam do domku czyli - Ich fahre morgen nach Hause zurück!
Dzień dobry, dobry wieczór!,
jutro wracam do domu, dzisiaj zielona noc;] Spakowałam się już, mój nowy 3 kg. słownik (!) zawyża nieco wagę dozwoloną w locie, mam nadzieję, że "uda się" przemknąć;)
Na jutro zaplanowałam już ognisko z rodziną, przyjaciółmi. Heh, fakt, że ja pojawię się na nim ostatnia...a jest co świętować! Oczywiście mój powrót a także znakomity wynik certyfikatu b2:) Jak zwykle - więcej szczęścia niż rozumu. Zamiast wbijać słówka, wolałam oglądać "Grey's anatomy", co prawda po niemiecku i to mi chyba pomogło. Niestety gramatykę trzeba było przyswoić w tradycyjny sposób...;/ nie czuję się jakos mega swobodnie w niemieckim, zwłaszcza w rozmowie. Szwajcaria czeka ze swoim kursem Schwizerdütsch i to dopiero będzie hard core! Heh, o ile zostanę w programie bo póki co, nadal nic nie wiemy;/
Z miastem pożegnałam się dzisiaj. Wypiliśmy ostatnie piwo nad Menem...pogoda pochmurna ale ciepło. W ogóle ten ostatni tydzień minął strasznie szybko. Na dobrą sprawę nie zdążyliśmy się pożegnać z naszymi kolegami ze szkoły bo dzisiaj po ustnym zwinęliśmy się ze szkoły;] Przez te 2 tygodnie z nimi nie zdążyliśmy się jakoś szczególnie zaprzyjaźnić;]
Mojej "GastMutter" podziękowałam dzisiaj bukiecikiem 13 różyczek, który nabyłam w cenie 2e, w pobliskim dyskoncie_liczy się intencja, prawda?
A nadchodzący tydzień będzie meega obfity w atrakcje:) W poniedziałek wybieramy się na wystawę Human Body do Gdańska, w środę jadę do "stolycy", międzyczas wypełnię spotkaniami z rodziną, przyjaciółmi i koszeniem trawy...a w niedzielę do Szwajcarii. Cieszyłabym się bardziej, gdyby sytuacja była jasna i przejrzysta. A nie jest.
Co zapamiętam z tego wyjazdu?
Multikulturowość Frankfurtu,przystojnych krawaciarzy, od których się tutaj po prostu roi;), świetną komunikację miejską, pola, po których biegałam, szparagi, apfelwein, zbieraczy butelek, mnóstwo zieleni, Men, no i oczywiście rzeczy związane ze szkołą. Hmm, jeden z naszych nauczycieli - Hans, jest aktorem. Oczywiście "zgooglowałam" go i natrafiłam na jakiś serialik z nim. Śmiesznie.Nie mam jakichś negatywnych wspomnień...pogoda trochę nie dopisała ale na to nikt nie ma wpływu_noo chyba, że Putin;]
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu,
3majcie się Polacy!:D
jutro wracam do domu, dzisiaj zielona noc;] Spakowałam się już, mój nowy 3 kg. słownik (!) zawyża nieco wagę dozwoloną w locie, mam nadzieję, że "uda się" przemknąć;)
Na jutro zaplanowałam już ognisko z rodziną, przyjaciółmi. Heh, fakt, że ja pojawię się na nim ostatnia...a jest co świętować! Oczywiście mój powrót a także znakomity wynik certyfikatu b2:) Jak zwykle - więcej szczęścia niż rozumu. Zamiast wbijać słówka, wolałam oglądać "Grey's anatomy", co prawda po niemiecku i to mi chyba pomogło. Niestety gramatykę trzeba było przyswoić w tradycyjny sposób...;/ nie czuję się jakos mega swobodnie w niemieckim, zwłaszcza w rozmowie. Szwajcaria czeka ze swoim kursem Schwizerdütsch i to dopiero będzie hard core! Heh, o ile zostanę w programie bo póki co, nadal nic nie wiemy;/
Z miastem pożegnałam się dzisiaj. Wypiliśmy ostatnie piwo nad Menem...pogoda pochmurna ale ciepło. W ogóle ten ostatni tydzień minął strasznie szybko. Na dobrą sprawę nie zdążyliśmy się pożegnać z naszymi kolegami ze szkoły bo dzisiaj po ustnym zwinęliśmy się ze szkoły;] Przez te 2 tygodnie z nimi nie zdążyliśmy się jakoś szczególnie zaprzyjaźnić;]
Mojej "GastMutter" podziękowałam dzisiaj bukiecikiem 13 różyczek, który nabyłam w cenie 2e, w pobliskim dyskoncie_liczy się intencja, prawda?
A nadchodzący tydzień będzie meega obfity w atrakcje:) W poniedziałek wybieramy się na wystawę Human Body do Gdańska, w środę jadę do "stolycy", międzyczas wypełnię spotkaniami z rodziną, przyjaciółmi i koszeniem trawy...a w niedzielę do Szwajcarii. Cieszyłabym się bardziej, gdyby sytuacja była jasna i przejrzysta. A nie jest.
Co zapamiętam z tego wyjazdu?
Multikulturowość Frankfurtu,przystojnych krawaciarzy, od których się tutaj po prostu roi;), świetną komunikację miejską, pola, po których biegałam, szparagi, apfelwein, zbieraczy butelek, mnóstwo zieleni, Men, no i oczywiście rzeczy związane ze szkołą. Hmm, jeden z naszych nauczycieli - Hans, jest aktorem. Oczywiście "zgooglowałam" go i natrafiłam na jakiś serialik z nim. Śmiesznie.Nie mam jakichś negatywnych wspomnień...pogoda trochę nie dopisała ale na to nikt nie ma wpływu_noo chyba, że Putin;]
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu,
3majcie się Polacy!:D
niedziela, 9 czerwca 2013
Achtung!
Witajcie,
i oto nadszedł ostatni tydzień w przepięknym Frankfurcie...w środę certyfikat i w sobotę do domu:)
Ostatni tydzień obfitował w słońce, korzystając z tego usiłowałam się uczyć w parku (oczywiście nie bardzo mi to wychodziło), leżąc na trawie, czego skutkiem jest moja burakowato czerwona opalenizna;)
W każdy weekend coś się dzieje. Festyny, demonstracje, koncerty. I ludzie się bawią! Tak, właśnie oni, Niemcy. Myślałam, że są sztywni i siedzą w domu, a tu takie pozytywne zaskoczenie:) Wczoraj trafiliśmy przypadkiem na jakiś chiński/japoński/wietnamski/tajlandzki (kto ich tam wie) festyn - no, oni to rzeczywiście nie prezentowali rozrywkowej formy;] pani ze sceny próbowała zachęcić do tańczenia czy choćby machnięcia ręką ale oni nawet tego nie podchwycili;P
Zrobiliśmy sobie wczoraj grilla nad Menem. Grill za 6e, taki jednorazowy, kiełba, piwko i czego chcieć więcej? W poprzednią sobotę, też przypadkowo trafiłyśmy na festyn uliczny. Cała ulica zamknięta, ludzi maaasa, 2-3 sceny z muzyką na żywo. Starzy, młodzi i wszyscy się bawią!
Raz po zajęciach postanowiliśmy wsiąść w pierwszy, lepszy autobus i pojechać "gdzieś". I tak trafiliśmy na stadion Eintrachtu Frankfurt. Oczywiście nie mogliśmy tam wejść, tym bardziej, że zbierali się tam fani Depeche Mode bo za parę godzin miał się rozpocząć koncert, chyba nawet słyszeliśmy próby;]
Teraz jest buurza, nie wiem, może powinnam wyłączyć komputer?;)
hmm, nie jest to zdjęcie wysokiego lotu, ale takie ogromne parki tutaj mamy, zaledwie 2-3 min drogi kolejką od centrum.
Tytuł dzisiejszego posta nawiązuje do wizyty naszego szefa i nowych pomysłów firmy. Chce nam zmienić umowę, wydłużyć program...mamy wiele wątpliwości i nie wiem co będzie dalej. W obecnej formie, za to co nam proponuje nie podpiszę! Przeglądałam oferty pracy w Niemczech, Austrii i jestem skłonna rzucić program i pracować "normalnie", na siebie a nie przez kolejne 4 lata na pana Szwajcara.
No, to by było na tyle;] Ogarniam się do Kościoła, ostatni raz tutaj...chociaż kto wie?
Pozdrawiam!
i oto nadszedł ostatni tydzień w przepięknym Frankfurcie...w środę certyfikat i w sobotę do domu:)
Ostatni tydzień obfitował w słońce, korzystając z tego usiłowałam się uczyć w parku (oczywiście nie bardzo mi to wychodziło), leżąc na trawie, czego skutkiem jest moja burakowato czerwona opalenizna;)
W każdy weekend coś się dzieje. Festyny, demonstracje, koncerty. I ludzie się bawią! Tak, właśnie oni, Niemcy. Myślałam, że są sztywni i siedzą w domu, a tu takie pozytywne zaskoczenie:) Wczoraj trafiliśmy przypadkiem na jakiś chiński/japoński/wietnamski/tajlandzki (kto ich tam wie) festyn - no, oni to rzeczywiście nie prezentowali rozrywkowej formy;] pani ze sceny próbowała zachęcić do tańczenia czy choćby machnięcia ręką ale oni nawet tego nie podchwycili;P
;) tak wygląda jednorazowy grill nad Menem;P
Zrobiliśmy sobie wczoraj grilla nad Menem. Grill za 6e, taki jednorazowy, kiełba, piwko i czego chcieć więcej? W poprzednią sobotę, też przypadkowo trafiłyśmy na festyn uliczny. Cała ulica zamknięta, ludzi maaasa, 2-3 sceny z muzyką na żywo. Starzy, młodzi i wszyscy się bawią!
Raz po zajęciach postanowiliśmy wsiąść w pierwszy, lepszy autobus i pojechać "gdzieś". I tak trafiliśmy na stadion Eintrachtu Frankfurt. Oczywiście nie mogliśmy tam wejść, tym bardziej, że zbierali się tam fani Depeche Mode bo za parę godzin miał się rozpocząć koncert, chyba nawet słyszeliśmy próby;]
Teraz jest buurza, nie wiem, może powinnam wyłączyć komputer?;)
hmm, nie jest to zdjęcie wysokiego lotu, ale takie ogromne parki tutaj mamy, zaledwie 2-3 min drogi kolejką od centrum.
Tytuł dzisiejszego posta nawiązuje do wizyty naszego szefa i nowych pomysłów firmy. Chce nam zmienić umowę, wydłużyć program...mamy wiele wątpliwości i nie wiem co będzie dalej. W obecnej formie, za to co nam proponuje nie podpiszę! Przeglądałam oferty pracy w Niemczech, Austrii i jestem skłonna rzucić program i pracować "normalnie", na siebie a nie przez kolejne 4 lata na pana Szwajcara.
No, to by było na tyle;] Ogarniam się do Kościoła, ostatni raz tutaj...chociaż kto wie?
Pozdrawiam!
niedziela, 19 maja 2013
alles klar:)
Dzień dobry!
Podobno w Polsce, a już na pewno na północy ciepło, letnio i wakacyjnie wręcz. We Frankfurcie nie koniecznie;] Co prawda wczoraj nawet zrobiło się ciepło ale to jeszcze nie to.
Dzisiaj niedziela, jutro Pfingsmontag czyli też/znowu wolne. (1, 9 i 20.05) - a myślałam, ze my w Polsce mamy dużo wolnych dni;)
W szkole, hmmm - jakby nadzieje na zdanie egzaminu b2 gasną. Nauczyciele, w porównaniu do naszych w Polsce mają inne podejście. Spokojnie, zdążymy, jesteście super i nie stresujcie się. Nie czuję, że robię tutaj jakiekolwiek postępy. Czytam książeczki dla dzieci (bez obrazków;p), słucham sporo radia. Gramatyka prosta nie jest ale myślę, że DA się, co z resztą_zobaczymy.
Miasto dalej zachwyca! wczoraj np. trafiliśmy do knajpki, ukrytej pośród kamienic na Sachsenhausen, poczułam się jak we Włoszech:) zadaszenie na zewnątrz w postaci pnączy winogron - świetnie!
Życie moje tutaj obfituje czasami w atrakcje typu Apfelwein, Grüne Soße, czy po prostu piwko na ławce, nad Menem;)_wszystko oczywiście z umiarem, bo główny cel jest inny;)
Zbieram się do Kościoła. Cześć, z Bogiem!
Podobno w Polsce, a już na pewno na północy ciepło, letnio i wakacyjnie wręcz. We Frankfurcie nie koniecznie;] Co prawda wczoraj nawet zrobiło się ciepło ale to jeszcze nie to.
Dzisiaj niedziela, jutro Pfingsmontag czyli też/znowu wolne. (1, 9 i 20.05) - a myślałam, ze my w Polsce mamy dużo wolnych dni;)
W szkole, hmmm - jakby nadzieje na zdanie egzaminu b2 gasną. Nauczyciele, w porównaniu do naszych w Polsce mają inne podejście. Spokojnie, zdążymy, jesteście super i nie stresujcie się. Nie czuję, że robię tutaj jakiekolwiek postępy. Czytam książeczki dla dzieci (bez obrazków;p), słucham sporo radia. Gramatyka prosta nie jest ale myślę, że DA się, co z resztą_zobaczymy.
Miasto dalej zachwyca! wczoraj np. trafiliśmy do knajpki, ukrytej pośród kamienic na Sachsenhausen, poczułam się jak we Włoszech:) zadaszenie na zewnątrz w postaci pnączy winogron - świetnie!
Życie moje tutaj obfituje czasami w atrakcje typu Apfelwein, Grüne Soße, czy po prostu piwko na ławce, nad Menem;)_wszystko oczywiście z umiarem, bo główny cel jest inny;)
Zbieram się do Kościoła. Cześć, z Bogiem!
piątek, 3 maja 2013
Pozdrowienia z Frankfurtu!
Tak, właśnie tutaj teraz jestem:)
Hmm, może po kolei.
Przyleciałam w niedzielę wieczorem. Z lotniska odebrał mnie pan narodowości Tureckiej, taki specjalny, zatrudniony przez szkołę językową. Namiary na niego dostałam wcześniej, więc jakby co, mogłam dzwonić;] Szczerze - to pan wyglądał podejrzanie, ale miał umówione oznaczenie więc podeszłam do niego i dałam się zaprowadzić do samochodu...Czarny mercedes, combi, dzięki czemu moje walizy się zmieściły. Jechaliśmy ok. 30 min. do mojej pani Mariny, która okazała się bardzo sympatyczną osóbką, w wieku ok. 55lat.
Mieszkam w północnej, rzekłabym baardzo północnej części Frankfurtu. Mam tutaj wokoło jakieś pola i uprawy;) Prawda jest taka, że całymi dniami jestem w centrum, do którego udaję się U-Bahnem a podróż trwa dokładnie 22min:) więc super. W ogóle komunikacja jest tutaj świetnie rozwiązana. Sporo oznaczeń, trudno się zgubić;)
Pani M. jest nauczycielką muzyki, uczniowie przychodzą do niej i czasami słyszę jak ćwiczą. Z niej jest taka artystyczna dusza, wegetarianka, zafascynowana Indiami. Daje mi śniadanie i kolację. Póki co bez zastrzeżeń, chociaż kawy to nie miała;)
W poniedziałek bez problemu dotarłam do szkoły a tam oprócz nas - 5 osób z programu, jeszcze z 14 innych osób z całego świata. Nigeryjczyk-ksiądz, robiący doktorat, 2 Rumunów w seminarium;D, Kanadyjka, Amerykanka i Francuzka, które mają facetów Niemców, młody, przemądrzały ale przystojny Turek itd. Trochę pokpili sprawę bo dołączyli nas to tej grupy a oni już jedną książkę z b2 przerobili, więc trochę nie halo...Chociaż nie za bardzo widać jakąkolwiek różnicę poziomów. Z podniesionym czołem idziemy równo:) a jeśli chodzi o akcent to mamy najlepszy;) najśmieszniej oczywiście brzmi Józio z Nigerii, no i Rui z Chin ale to przecież nie dziwota.
W środę był Feiertag, czyli wolne. Przyjechał nasz szef Szwajcar, mieliśmy z nim spotkanie, kawa, obiad, objazd po mieście. I oczywiście rozmowa wg wcześniej ustalonego przez niego schematu:) Co nam się podoba, co nie, jak nasze "gościnne rodziny" itd. Powiedzieliśmy mu o sytuacji w szkole i z tego powodu właśnie w poniedziałek zaczynamy w nowym składzie, "normalnym" trybem:D Zobaczymy co będzie.
Miasto jest po prostu przecudne!
W niesamowity sposób łączy nowoczesność ze starymi zabudowami. I Men z całą infrastrukturą z nim połączoną! I ta różnorodność wśród ludzi - wszystkie narodowości:) Wszyscy biegają, wszyscy jeżdżą na rowerze:) Jestem zachwycona i gdyby nie zobowiązania w Szwajcarii to kto wie...?;) pięknie!
Hmm, muszę przyznać, że sporo rozumiem, z tego co mówią ale mam jeszcze małe opory przed mówieniem. Od jutra zaczynam gadać jak najęta;] No i biegam:) w okularach bo zapomniałam kontaktów z domu a nowych nie zdążyłam kupić;) na tej mojej "wsi" tutaj sporo biegaczy, ale większość biega wieczorem a ja wolę rano;)
Pozdrawiam więc! Bis später!
Hmm, może po kolei.
Przyleciałam w niedzielę wieczorem. Z lotniska odebrał mnie pan narodowości Tureckiej, taki specjalny, zatrudniony przez szkołę językową. Namiary na niego dostałam wcześniej, więc jakby co, mogłam dzwonić;] Szczerze - to pan wyglądał podejrzanie, ale miał umówione oznaczenie więc podeszłam do niego i dałam się zaprowadzić do samochodu...Czarny mercedes, combi, dzięki czemu moje walizy się zmieściły. Jechaliśmy ok. 30 min. do mojej pani Mariny, która okazała się bardzo sympatyczną osóbką, w wieku ok. 55lat.
Mieszkam w północnej, rzekłabym baardzo północnej części Frankfurtu. Mam tutaj wokoło jakieś pola i uprawy;) Prawda jest taka, że całymi dniami jestem w centrum, do którego udaję się U-Bahnem a podróż trwa dokładnie 22min:) więc super. W ogóle komunikacja jest tutaj świetnie rozwiązana. Sporo oznaczeń, trudno się zgubić;)
Pani M. jest nauczycielką muzyki, uczniowie przychodzą do niej i czasami słyszę jak ćwiczą. Z niej jest taka artystyczna dusza, wegetarianka, zafascynowana Indiami. Daje mi śniadanie i kolację. Póki co bez zastrzeżeń, chociaż kawy to nie miała;)
W poniedziałek bez problemu dotarłam do szkoły a tam oprócz nas - 5 osób z programu, jeszcze z 14 innych osób z całego świata. Nigeryjczyk-ksiądz, robiący doktorat, 2 Rumunów w seminarium;D, Kanadyjka, Amerykanka i Francuzka, które mają facetów Niemców, młody, przemądrzały ale przystojny Turek itd. Trochę pokpili sprawę bo dołączyli nas to tej grupy a oni już jedną książkę z b2 przerobili, więc trochę nie halo...Chociaż nie za bardzo widać jakąkolwiek różnicę poziomów. Z podniesionym czołem idziemy równo:) a jeśli chodzi o akcent to mamy najlepszy;) najśmieszniej oczywiście brzmi Józio z Nigerii, no i Rui z Chin ale to przecież nie dziwota.
W środę był Feiertag, czyli wolne. Przyjechał nasz szef Szwajcar, mieliśmy z nim spotkanie, kawa, obiad, objazd po mieście. I oczywiście rozmowa wg wcześniej ustalonego przez niego schematu:) Co nam się podoba, co nie, jak nasze "gościnne rodziny" itd. Powiedzieliśmy mu o sytuacji w szkole i z tego powodu właśnie w poniedziałek zaczynamy w nowym składzie, "normalnym" trybem:D Zobaczymy co będzie.
Miasto jest po prostu przecudne!
W niesamowity sposób łączy nowoczesność ze starymi zabudowami. I Men z całą infrastrukturą z nim połączoną! I ta różnorodność wśród ludzi - wszystkie narodowości:) Wszyscy biegają, wszyscy jeżdżą na rowerze:) Jestem zachwycona i gdyby nie zobowiązania w Szwajcarii to kto wie...?;) pięknie!
Hmm, muszę przyznać, że sporo rozumiem, z tego co mówią ale mam jeszcze małe opory przed mówieniem. Od jutra zaczynam gadać jak najęta;] No i biegam:) w okularach bo zapomniałam kontaktów z domu a nowych nie zdążyłam kupić;) na tej mojej "wsi" tutaj sporo biegaczy, ale większość biega wieczorem a ja wolę rano;)
Pozdrawiam więc! Bis später!
sobota, 27 kwietnia 2013
Bis morgen!
Dzień
dobry wieczór,
piszę
sobie tego posta żeby oddalić w czasie pakowanie. Jutro wylot do Frankfurtu. B1
sehr gut bestanden, tygodniowa przerwa w domu i czas rozpocząć kolejny etap.
Dowiedziałam się, że będę mieszkać z jakąś panią, bo mieszkamy u rodzin żeby
„złapać język”. Ze mną we Frankfurcie będzie 5 osób. Codziennie będziemy się
widywać bo mamy razem zajęcia w szkole
językowej, a do tego 2 razy w tygodniu niemiecki medyczny. Zapowiada się nader ciekawie…chociaż trochę
się boję;) Kurczę, jak nie będę ich rozumiała? Jak oni nie zrozumieją mnie?
Aaa! Jutro o tej porze poznam już moją Familie. Frankfurt, na pewno interesujący i już jestem
pewna, że będzie mi brakowało czasu na jego zwiedzenie przez te 7 tyg.
Ostatnie
dni w stolicy były bardzo dobrze przez nas spożytkowane. Pomijając aspekt
certyfikatu, udało nam się zwiedzić kilka knajp. Nawet na śniadanie w
„lansiarskim” miejscu się wybrałyśmy. Cena nie wygórowana bo za 13zł, z kawą to
chyba nie dużo;) Fenomenem pozostaje dla
mnie Plac Zbawiciela i Charlotte – kurczę, tam to się bywa. Ludzie siedzą poza lokalem bo w środku nie ma
absolutnie gdzie szpilki wetknąć. Przed lokalem gęsty tłum, na schodach,
chodnikach;) Podobno pojawia się tam śmietanka showbizzu. Ciekawe, ciekawe z
socjologicznego punktu widzenia. Trzeba się pewnie odpowiednio ubrać , założyć
coś, co akurat jest „in” i po prostu się lansować. Nie widziałam tego w żadnym polskim mieście. Co innego było podczas euro, ale takiego lata już nie
będzie…no i w Rzymie, tam można było pić alkohol na ulicy, na Schodach
Hiszpańskich np. też.
Wczoraj
wybrałam się do 3Miasta, spotkać i pożegnać z koleżankami (powiem więcej –
przyjaciółkami). Posiedziałyśmy w klubie w Sopocie, pogadałyśmy, napiłyśmy się
piwa, jak za dawnych, studenckich lat ale nie, że zniszczenie, po
prostu tak miło i beztrosko było, chociaż nie do końca. Wiadomo, każda z nas ma jakieś tam swoje
bolączki i fajnie tak pogadać, ponarzekać na swój los. Byłam tez na chwilę w
moim oddzialeJ Ojej, jak tak sobie szłam na to
IVp. To przypominały mi się same dobre rzeczy z ta pracą związane. Fajne
dziewczyny były akurat na zmianie i miały nawet chwilę, żeby ze mną pogadać. Oczywiście
żadnych zmian w pracy się przez te 4 miesiące nie doczekały;], ale ordynator
się zmienia, konkurs rozpisano. Ciekawe, kto przejmie ster nad chirurgią. Tam potrzeba
naprawdę mocnej ręki i autorytetu, żeby to „towarzystwo” jakoś ogarnąć;) To już
nie moje problemy, ale miło się obserwuje z boku to „małe bagienko”.
Ok.,
spadam TO robić bo jutro może nie wystarczyć czasu…ooo, mama woła na lody!:)
sobota, 6 kwietnia 2013
Lange nicht’s gesehen!:)
Witajcie,
po długiej przerwie.
Tyle się u mnie dzieje, że naprawdę nie mam czasu nic nowego tutaj
napisać. Właściwie to nic się nie dzieje
oprócz nauki niemieckiego ale ona pochłania większość mojego czasu bo spać i
jeść przecież trzeba ;)
Nie będę oryginalna pisząc, że mam już tego cholernego
śniegu „po kokardy”! Topi się, sypie, topi, sypie i tak już prawie pół
roku ;/ Depresyjnie się tylko robi. Od
jakiegoś czasu znowu biegam, co świetnie poprawia mi humor. Szkoda tylko, że
trzeba się przez śnieg przebijać. Był w
Warszawie półmaraton, miałam szczęście widzieć
uczestników pod Centrum Nauki Kopernik. Mam zamiar kiedyś też
wystartować...Były w stolicy 2 mecze naszej reprezentacji w piłkę nożną…byłam na nich i w
sumie nie wiem czy jest to powód do chwalenia się...raczej nie.
Za 2 tygodnie kończę warszawską część mojej szwajcarskiej
przygody. Mam wtedy egzamin z b1, tydzień przerwy i 28.04 lecę do Niemiec na 7 tygodni, żeby tam
„zrobić” b2. Wszystko układa się nadal
świetnie, mam tylko wrażenie, że zaczyna
mi doskwierać stałe przebywanie w tym samym gronie ludzi. Na tak długą metę jest to męczące, przerwa
niemiecka dobrze nam zrobi. Z tego
samego powodu nie poszłam dzisiaj ze sporą częścią grupy na piwo ;], byliśmy
wczoraj w kinie i wystarczy mi ich. Hmm,
mimo, że jesteśmy ze sobą od stycznia, praktycznie po parę godzin dziennie, nie
do końca udało mi się poznać niektóre osoby. Ogólnie wszyscy są ok, ale nie ma między
nami prawdziwej relacji. Wydaje mi się, że sporo jest udawania w stylu „jesteśmy
super grupą, wszyscy się przyjaźnimy”. Jasne, że nie oczekuję tego od wszystkich 12
osób ale denerwująca jest dla mnie ta sztuczność. Ja chyba i tak uchodzę za dziwaka w grupie –
zawsze pierwsza kończę posiłki i wychodzę z naszej jadalni, najmniej się odzywam
a jeśli już to robię, to nie na siłę i mój głos ginie w tych wszystkich „słitaśnych”
rozmowach. Nie lubię marnować czasu na gadanie o głupotach, narzekanie, jak to
k… mamy dużo nauki. Wolę zobaczyć serial czy rzeczywiście się pouczyć. Zresztą
chyba wszyscy już to wiedzą i nikt nie zwraca na moje dziwadła uwagi ;D
Święta Wielkanocne spędziłam oczywiście w domu, nie musiałam
być w pracy jak to bywało przez ostatnie 4 lata. Właśnie, praca – tęsknię strasznie
za całym tym chirurgicznym młynem ;] Pośpiech, szybkie decyzje, utarczki z koleżankami, krew i inne wydaliny...ehhh.
i tu miało być jakieś fajne, krwawe zdjęcie...ale się powstrzymałam.
Za to poniżej "złoty wieżowiec", w którym to będę miała okazję mieszkać przez 4 miesiące w Szwajcarii:D
Warszawka nadal pozostała dla mnie nie odkryta, fakt – udało
nam się namierzyć świetną, włoską knajpę w samym centrum, ale jakoś nie mamy czasu bywać ;] Urzekł mnie Plac Zbawiciela, nie wiem w sumie dlaczego ale strasznie podoba mi się to miejsce. Ma to "coś".
Tymczasem mówię cześć, życząc Wam i sobie WIOSNY!
Subskrybuj:
Posty (Atom)














