jestem po D. Dyżur zapowiadał się całkiem miło. W ramach przygotowania do święta, nasz szpital ograniczył przyjęcia planowe i tym sposobem o 7.00 rano było zaledwie 18 pacjentów! Kurde, tak mało to nawet na Boże Narodzenie nie było. Heh, dla nas dobrze bo nie płacą nam od ilości pacjentów. I tak po raporcie musiałam zwlekać z łazienki na salę pacjenta, z krwiakiem w głowie, któremu oczywiście nie wolno chodzić. Pan stał, a raczej chwiał się na nogach w kałuży sami wiecie czego...on niestety butów, kapci nie miał;P. Przyjęty został ok. 6 rano, prawie 3 promile we krwi. Dowlekłyśmy go do łóżka, wyjaśniając oczywiście co, jak i dlaczego. Założyłam panu cewnik do pęcherza /:)/ i stanowczo kazałam leżeć! Pan nawet posłuchał i do 19 nie było z nim problemu. No może poza uzupełnianiem danych osobowych, po otrzymaniu dokumentów.
Śniadanie udało nam się zjeść całkiem przyzwoicie. A! No właśnie, czy wiecie, że X-factora wygrał mój faworyt Dawid?;D
Ładne, nie?
Po śniadaniu - zlecenia, tj. leki i.v. Z 10 przekłuć, tj. założenie nowych wenflonów. Standard jest taki, że po 3 dobach wenflon się wymienia, tak też czynimy;) a jak wiadomo, żyły są różne, jak i pacjenci. Oczywiście każdy od razu twierdzi, że ma kiepskie żyły, że trudno coś nakłuć itd. Jakoś poszło, i po kolei otrzymali piękne, świeże, różowe wkłucia;)
Od przedpołudnia zepsuły się telefony w całym szpitalu, i tak, żeby coś załatwić w laboratorium czy banku krwi trzeba było latać z IV piętra na parter. Masakra! Nalatałyśmy się. No i oczywiście to samo z lekarzami naszymi, żeby ich wydostać, zawołać czy zapytać o coś - latasz po dyżurkach, 3! i szukasz cholera jednego, z drugim;D Dobrze, że reanimacji nie było żadnej, a zanosiło się.
Ok. 16, po 3 innych - przyjęciach, (w tym młodego, poparzonego chłopaka, który wraz w przyjaciółmi "popalili się" nad ranem, na szczęście w dobrym stanie ogólnym poparzenia IIst.) przyjęliśmy krwawienie z górnego docinka przewodu pokarmowego. Pan dotychczas nie leczył się na nic. W zeszłym tygodniu był w innym szpitalu, z tego samego powodu, gdzie nie dał sobie zrobić gastroskopii, i wypisał się na własną prośbę. Wczoraj wieczorem ponownie zaczął rzygać krwią (przepraszam co wrażliwszych:) i chyba się przestraszył. Na oddziale początkowo "w miarę", co prawda jeszcze nie było wyników krwi a w sondzie czerwono, mimo to myślałam, że ujdzie spod skalpela bo ciśnienie "trzymał". I znowu oczywiście bieganie po dyżurnych, żeby zlecenia dali, krew zlecili itd. I tak trwał pan z godzinę, po czym ciśnienie spadło mu tak gwałtownie, że ja zdążyłam tylko polecieć po lekarza i zabrali go na blok. Jak go zwoziłyśmy to z ambu pod ręką i w nadziei, że nie "stanie" w windzie. Operowali go niecałe 2h, krwawiący wrzód żołądka zdaje się. Przywiozłyśmy go "na rurze", ale na własnym oddechu, kilka minut przed 19;)
Tytuł posta odnosi się oczywiście do Euro! Już nie mogę się doczekać. Już nie przejmuję się ewentualnymi trudnościami, na które będę narażona jako mieszkaniec "Dumnego miasta gospodarza":D, mam gdzieś liczne niedociągnięcia organizacyjne Polski jako gospodarza...no dobra, aż takim looserem nie jestem, ale mam na to nikły wpływ. Tak, tak - We are all hosts!:D Chcę po prostu poczuć radość kibicowania i wierzę, że wszystko się uda i jakoś będzie - pięknie będzie!!!:D
Tym sposobem 8 oglądam mecz u przyjaciółki, na dużym ekranie - tj. większym o wiele od mojego:P
Btw ostatnio rozmawiałam na temat Euro z 2 facetami, młodymi dodam. I k... absolutnie ich to nie "jarało". Dziwnie się poczułam, bo zwykle faceci są fanami a kobiety nie znoszą futbolu. A tu zong:O
Co tam, nie ma co uogólniać.
Poniżej link z wczorajszego rozpoczęcia opolskiego konkursu Superjedynek, w autorstwa Radzimira:)Mmmm!
Pozdrawiam!












